Zła królowa

zła królowa

Ciemne strony osobowości stanowią element naszej tożsamości. Są to obszary, które wymagają intensywnej pracy. To właśnie w te miejsca musimy rzucać najwięcej światła. O tym, dlaczego należy pochylić czoła nad własnymi cieniami możecie przeczytać tutaj.

Dzisiaj podzielę się z Wami prawdziwą historią.

 

Zła królowa

Kiedy myślę o swoich ciemnych stronach, jak film w głowie przewijają się sceny z życia, w których „ciemna strona mocy” totalnie mną zawładnęła. Po takich epizodach, moi bliscy mówili mi często:

Nie byłaś sobą!

W ogóle nie można było nawiązać z tobą kontaktu!

 Zachowywałaś się jakbyś odleciała na inną planetę!

Pomimo na pozór smutnego wydźwięku, takie informacje zwrotne są naprawdę cenne. W momentach, kiedy wibrujesz nisko i dajesz się owładnąć ego, nie myślisz wcale o innych ludziach, o tym, co czują lub nie, albo co o tobie myślą. Jesteś właśnie na fali i tak naprawdę to ONI Ciebie nie rozumieją i to ONI mają ewidentny problem. Ego jest podstępne. Widzi wroga w każdym, kto może je obnażyć i ukazać prawdę. 

„Agresja rodzi się za sprawą ego. Ono w sytuacji konfliktowej kieruje nas w stronę JA, MOJE, DLA MNIE”.

Porozumienie bez przemocy, Marshall B. Rosenberg

 

Rządy twardej ręki

Do moich największych cieni należy wybuchowość i impulsywność, wiążące się z brakiem kontroli emocji, a także perfekcjonizm, brak elastyczności oraz niskie poczucie własnej wartości. Wybuchowość bezpośrednio przekłada się na złość, która czasem przybiera postać agresji – czy to słownej, czy to fizycznej. Chociaż w przeszłości mówiłam o sobie używając metafory o ognistym temperamencie, przyszedł czas, w którym należało uczciwie i krytycznie spojrzeć na siebie i coś z tym zrobić.

Skąd to wszystko się u mnie bierze i jakie rodzi implikacje? Aby dojść do źródła nie muszę bardzo głęboko kopać, ponieważ podczas dorastania, niestety,  wielokrotnie się z tym spotykałam.

Jeden z moich dziadków był alkoholikiem, który po powrocie do domu znęcał się nad swoją rodziną. Kiedy był trzeźwy z kolei, babcia wyżywała się na nim, wyzywając go i upokarzając. W dzieciństwie nie lubiłam spędzać czasu w domu „tych” dziadków. Jednak, moja mama się tam wychowała, a to oznaczało tylko jedno – powielanie nieświadomych wzorców zachowań. Pomimo tego, że nie przełożyła ich na swoje dorosłe życie w stosunku 1:1, to i tak dorastałam w domu, w którym mama z tatą okazywali sobie brak szacunku, wdawali się w potyczki słowne, czy krzyczeli na siebie, krzywdząc siebie na wzajem.

Drugi dziadek z kolei był cholerykiem, co spowodowało, że jego dwaj synowie, również stali się niecierpliwi, wybuchowi i agresywni. Zarówno mama, jak i tata, nie mieli łatwego dzieciństwa. Wykształcili własne mechanizmy obronne, aby jakoś radzić sobie z przemocą psychiczną i fizyczną, jednakże ich postrzeganie miłości było bardzo ograniczone. Wiązało się ono z bezwględnym posłuszeństwem i dokładnym przestrzeganiem wszystkich reguł. 

„Każdy z nas, aby czuć się bezpiecznie, utworzył sobie na podstawie własnych doświadczeń strefę, która otacza go jak kapsuła powietrza. Można je nazwać granicą lub strefą komfortu. Nasze granice pozwalają nam orientować się w świecie. Wynikają one z naszych przeszłych przekonań i doświadczeń i mają wpływ na wszystkie sfery życia”. 

Podróż w głąb siebie, Colin P. Sisson

 

 

Mury obronne

Pamiętam, że podczas kłótni rodziców oraz kiedy stosowali wobec mnie przemoc w różnej formie, rodziło się we mnie poczucie głębokiej niezgody, bezradności, złości przechodzącej w nienawiść. Dosyć szybko poznałam te negatywne emocje i głęboko się we mnie one zakorzeniły. Chociaż obiecywałam sobie, że ja nigdy nie będę TAKA jak dorosnę, życie zweryfikowało moje deklaracje. Wystawiana na co raz to cięższe próby, zawodziłam siebie i swoje mocne postanowienia. Z czasem, w sytuacjach trudnych i niewygodnych, stałam się agresorem, głównie werbalnym. Ulegałam wzorcom zapisanym w mojej podświadomości i uruchamiałam moje nieświadome mechanizmy obronne.

„Mechanizmy obronne to wzorce zachowań, których używamy, aby się bronić. Zachowania te, takie jak reakcje emocjonalne (złość, poczucie winy, zazdrość), krytykowanie czy manipulowanie mają na celu ochronę naszego zranionego wewnętrznego dziecka i zadbanie o nasze potrzeby”.

Podróż w głąb siebie, Colin P. Sisson

Podczas lektury książki Davida Hawkinsa – Technika uwalniania, natknęłam się na następujące zdanie, które wprawiło mnie w osłupienie, ponieważ mówiło wprost o mnie:

Złość w życiu codziennym można zilustrować przykładem poirytowanych, niepotrafiących zapanować nad emocjami ludzi wrażliwych na obrazę, wręcz „kolekcjonujących” krzywdy – kłótliwych, agresywnych i niezdolnych do zgody”, oraz inne trafione w punkt, opisujące kolejną ciemną stronę mojego charakteru – dumę:”Duma prezentuje się świetnie i wie o tym. Kroczy wyniośle w paradzie życia. (…) Dumę łatwo zranić, jest ciągle w defensywie, ponieważ zależy od warunków zewnętrznych. (…) Duma jest słaba, ponieważ może zostać zrzucona ze swojego piedestału prosto w powodujący jej „obrazę” Wstyd, którego się boi. Wadą dumy jest arogancja i zaprzeczenie, które blokuje rozwój. 

Chyba nie da się lepiej ująć sedna sprawy. Osoby zezłoszczone i poirytowane są nie tylko przywiązane do swojej frustracji. Zachowują się tak, jakby tylko czekały na kolejną sytuację, w której będą mogły dać upust swojego niezadowolenia. Kolekcjonują skrupulatnie wszystkie zdarzenia i „chwalą” się nimi przed światem, ubolewając nad swoją dolą. Z kolei dumne typy są totalnie zamknięte na jakikolwiek rozwój, oporne na zmiany i sztywne niczym kłody – nie chcą się ugiąć ani w jedną, ani w drugą stronę. Nic dziwnego, że takie osoby są bardzo samotne, nie tylko w świecie fizycznym, ale przede wszystkim w swoim wewnętrznym świecie – jedynym sprzymierzeńcem dumy, jest ego. 

 

Zdetronizowana władczyni

Kiedy serce dochodzi do głosu, albo nawet rozsądek, duma poprawia koronę. Od nas zależy, czy stworzymy ruch oporu (a może bardziej ruch zrozumienia, wiedzy, wyjścia z ignorancji) i zdetronizujemy kompulsywne wzorce.

„Swoich historii trzymamy się jak tonący brzytwy, bo one określają naszą tożsamość. (…) Nie dozna oświecenia ten, kogo trzymają na świecie własne przywiązania”.

Porozumienie bez przemocy, Marshall B. Rosenberg

Im bardziej jesteśmy skłonni do definiowania własnej osobowości przez pryzmat nieświadomych i kompulsywnych zachowań, tym trudniej jest się od nich uwolnić. Im starsi jesteśmy i im dłużej pielęgnujemy ego, tym z wyższego konia możemy spaść. Wszelkie negatywne zachowania, które skierowane są przeciwko nam i innym, wymagają gruntownego przewartościowania i poznania ich genezy.

Zatruta strzała

„Gniew zazwyczaj staje się bodźcem do mało inteligentnego działania. Gniew zasadniczo przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Jeśli uważnie przyjrzysz się swojemu życiu, to zauważysz, że najgłupsze i destrukcyjne dla siebie rzeczy robisz w przypływie złości. Przede wszystkim zawsze wtedy działasz przeciwko sobie. A jeśli działasz przeciwko sobie, jeśli sabotujesz własny dobrostan, to wybierasz nieinteligentny sposób życia.

Musisz zrozumieć, że gniew jest zakorzeniony w twoich fałszywych wyobrażeniach. Wydaje ci się, że możesz zmienić sytuację, jeśli dasz upust negatywnym emocjom. Ale doświadczenie życiowe przekonuje cię raz za razem, że jest akurat na odwrót i nie możesz niczego zmienić na lepsze, jeśli zapominasz o zdrowym rozsądku i porzucasz inteligencję. Wpadając w złość pogarszasz jedynie swoją sytuację. Kiedy dobrze to zrozumiesz, zrobisz pierwszy krok ku zmianie. 

Zawsze masz wybór: świadomie odpowiadać na teraźniejszość lub reagować kompulsywnie. Te dwa podejścia ogromnie się różnią. A ta różnica bardzo wiele zmienia”. 

Inżynieria wnętrza, Sadhguru

Życie w gniewie to smutne i ograniczone życie. Człowiek sam zamyka się w percepcyjnej i ciasnej klatce. Gniew jest toksyczny i uzależniający jak narkotyk. Największy przełom w próbie okiełznania gniewu przyniosło mi zrozumienie, iż jest to broń skierowana przeciwko mnie samej. Gniew, złość, agresja to zatruta strzała wycelowana w drugiego człowieka. Ma przebić jego serce i sączyć się w ranę, jednakże do zatrucia dochodzi jeszcze przed podniesieniem kuszy. Proces gnicia rozpoczyna się w momencie sięgania po strzałę. Są to uczucia, silnie negatywne, które poprzez niskie wibracje doprowadzają do wewnętrznego rozkładu osoby, od której pochodzą. Nigdy na odwrót.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.