Już dość! – O wyznaczaniu granic

już dość

Jaki jest sens wymagać szacunku od drugiej osoby, jeżeli nie szanujemy samego siebie? Dlaczego wyznaczanie granic wymaga znajomości siebie oraz pewnych psychologicznych mechanizmów rządzących ludzkimi relacjami? Co zrobić, aby skutecznie wyznaczyć granicę? Porozmawiajmy o tym wszystkim.

Kamień milowy

Mam tego dość. Koniec, już nigdy więcej! – przyszedł taki moment w moim życiu, kiedy musiałem w końcu to pomyśleć, poczuć i powiedzieć. Doszedłem do przekonania o tym, że konkretne zachowania przekraczają moje wewnętrzne granice. Postanowiłem, że od tej pory będę traktowany z szacunkiem. A z drugiej strony czy ktoś może naprawdę nas nie szanować, jeżeli my szanujemy siebie? Czy drugi człowiek naprawdę może nas zranić? Czy przypadkiem, nie musimy mu na to pozwolić?

Zbyt wiele razy, w relacjach z innymi ludźmi, pozwoliłem na poniżanie mnie, brak szacunku czy obojętność. Chociaż tak naprawdę, taki właśnie stosunek miałem sam do siebie. Niezależnie od tego czy był to rodzic, partnerka, znajomy czy partner biznesowy, zdałem sobie sprawę, że osoby te są jedynie zwierciadłem tego, kim ja jestem w relacji z nimi. Postanowiłem zacząć wyznaczać jasne granice i decyzja ta stała się kamieniem milowym w moim rozwoju..

 

Twardy orzech do zgryzienia

Im większy ładunek emocjonalny i silniejsza więź z drugą osobą, tym trudniej jest wyznaczyć granicę. Ja sam, zdecydowanie najtwardszy orzech do zgryzienia miałem w relacji z moimi rodzicami oraz żoną. Wydawało mi się, że jako syn czy mąż, nie mam podstaw do łamania schematów, które rządziły naszymi relacjami przez wiele lat. Miałem tendencję do usprawiedliwiania zachowania osoby, która mnie krzywdziła. W bardzo nieświadomy sposób, dawałem przyzwolenie na pewne zachowania. Myślałem, że ta uległość jest równoznaczna z dobrem i miłością. Myliłem się. Tkwiłem w szponach ograniczających przekonań, dopóki nie potrafiłem powiedzieć jasno, co tak naprawdę czuję. Jedną z najważniejszych lekcji, które zrozumiałem, była wiedza o tym, że miłość tak naprawdę nie ma nic wspólnego z uległością (zobacz również ten wpis –  Miłość równa się wolność).

Ponieważ nigdy wcześniej nie wyznaczałem jasnych, nieprzekraczalnych granic dla drugiej osoby, sam nie wiedziałem, gdzie one leżą i kiedy zostały przekroczone. Trudne doświadczenia życiowe oraz sprawdzenie siebie w różnych sytuacjach spowodowały, że coraz lepiej rozumiałem, gdzie te granice leżą. Uświadomiłem sobie, że bycie uległym i biernym jest bezpośrednim atakiem na samego siebie. W głębi serca wiedziałem, że powinienem coś powiedzieć lub zrobić, ale póki kierował mną strach, ciężko było wyjść z takiego toksycznego schematu.

 

Kat i ofiara

Ofiara nie może istnieć bez kata, a kat bez ofiary. Zapamiętaj to zdanie na całe życie. Jeżeli wydaje Ci się, że to ktoś inny Ciebie rani, a Ty nie dajesz ku temu żadnych powodów, czytaj uważnie następne zdania. Uważasz, że odpowiedzialność za krzywdzące zachowanie drugiego człowieka w relacji z Tobą, spoczywa tylko na nim? Jeśli tak jest, to chcę Ci powiedzieć, że się mylisz. Porzuć iluzję, która ogranicza Twój rozwój i niejednokrotnie powoduje, że tkwisz w toksycznej relacji latami. Kiedy tworzysz relację z drugim człowiekiem, bez względu na to, jak bliska lub daleka nie była by to osoba, odpowiedzialność za jej kształt ponosicie wspólnie! Mąż, który zdradza żonę jest tylko częściowo winny i na odwrót. Istnieje nierozerwalna zależność pomiędzy ofiarą i jej oprawcą.

Ofiara nie może istnieć bez kata, a kat bez ofiary. Schemat ten ma miejsce tak długo, dopóki któraś ze stron go nie przerwie. Może istnieć i ciągnąć się latami. Dlaczego kobieta, której mąż znęca się nad nią psychicznie i fizycznie, nie odejdzie od niego? Czemu żona tkwi u boku męża alkoholika i nie potrafi się uwolnić? Dlaczego osoba, która nie pracuje, nie podejmuje żadnych wysiłków ku temu, aby wnieść wkład w relację, poprawę statusu materialnego i zacząć się starać?

Otóż dlatego, że jedno zależne jest od drugiego. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Kiedy jedno zdradza, drugie stworzyło ku temu przestrzeń. Prawdopodobnie poprzez lata zaniedbań, oziębłość seksualną, strach przed zdradą, pożądanie, czy uzależnienia lub też nieprzepracowane wzorce rodzinne, itd. Gdy jedno pije, drugie przez swoje przywiązanie, uległość i strach przed byciem samemu, jest współuzależnione od tej sytuacji. Powinno równolegle pracować nad tymi współzależnościami, zamiast stwarzać partnerowi przestrzeń do kontynuowania nałogu. Kiedy jedno zarabia i utrzymuje rodzinę, a drugie „obija się” i jest bierne, to dlatego, że to pierwsze jest takie dobre w tym, co robi! Do ogarniania życia nie potrzebuje pomocy. Zarabia pieniądze i udaje się przeżyć do pierwszego? Zarabia, a więc bierny partner, pozostanie bierny. Osoba ta nigdy nie wyznaczyła jasnej granicy, nie umówiła się na konkretny model w związku, lub jest niekonsekwentna w swoich postanowieniach, itp. Stwarza przestrzeń ku temu, żeby taki stan rzeczy trwał i się pogłębiał. Nie wyznaczając granicy, przyzwala na coś, co wykracza poza budujące i wprowadzające równowagę w związku wzorce.

Do tego, aby zacząć wyznaczać granice w relacji z drugim człowiekiem, potrzebnych jest kilka czynników.

 

Coś mi nie pasuje

Po pierwsze, świadomość/ oprzytomnienie/ unaocznienie. Czyli zrozumienie tego prostego i odwiecznego mechanizmu/ schematu kat-ofiara. Świadomość, że funkcjonuje on na zasadach opisanych powyżej jest pierwszym krokiem do zmiany. Ponieważ od teraz, posiadamy pewną wiedzę, znajomość faktów. Uprzytomniliśmy sobie, że my również jesteśmy współodpowiedzialni za sytuację, w której się znajdujemy. A zatem możemy przestać wreszcie być ofiarą, która twierdzi, że nie ma mocy sprawczej, bo kto inny wyrządza jej zło. Zdobyłeś wiedzę, a więc stajesz się odpowiedzialny za swój los. Możesz zaprzestać tworzenie bieżącej karmy poprzez proces uzdrowienia i zmianę.

„Granice są bardzo ważne, ponieważ są naszym nauczycielem, od którego możemy się więcej dowiedzieć o sobie. Za każdy razem, kiedy zbliżamy się do tego nauczyciela, czy to na poziomie fizycznym, emocjonalnym, czy intelektualnym, możemy zauważyć, że granice nieznacznie się poszerzają, pozwalając na większą swobodę i bogatsze doświadczanie siebie. 

Jeżeli z powodu lęku, wycofamy się i nie dojdziemy do granicy, niczego nowego się nie nauczymy. Z czasem nasze ograniczenia fizyczne, lęki na poziomie emocjonalnym i dogmaty stworzone w umyśle zawężą nasze pole działania i nasz świat zupełnie się skurczy”. 

 

Wyjście ze strefy komfortu

Po drugie, samopoznanie/ samoświadomość. Po raz kolejny należy podkreślić wagę samopoznania w życiu. Jest to niezbędny i fundamentalny krok, który należy jak najszybciej poczynić. Droga do samopoznania bywa wyboista głównie dlatego, że większości ludzi bardzo ciężko jest wyjść poza strefę swojego komfortu. Strefa komfortu, to nasza wewnętrzna granica, obszar, w którym czujemy się bezpiecznie. Tę granicę, zazwyczaj każdy z nas rozpoznaje, lub chociażby raz w życiu zdał sobie sprawę, że ona istnieje.  Głownie dlatego, ponieważ wyjście poza nią jest natychmiast sygnalizowane przez umysł i/lub ciało na poziomie fizycznym.

„Znamy siebie samych na tyle, na ile poznaliśmy zewnętrzne progi naszej strefy komfortu; na ile zbadaliśmy granice i ich doświadczyliśmy. Ludzie, którzy obawiają się wyjść poza to, co znają, którzy wolą pozostać w obszarze swojej strefy bezpieczeństwa, ograniczają możliwości poznania siebie”.

 

Znacznie łatwiej było mi wyznaczać granice, kiedy lepiej poznałem siebie. Wiedziałem już co lubię, a czego nie. Co mogę akceptować i tolerować, a co jest nie do przejścia. Kiedy czuję się bardziej zgodny z tym, co podpowiada mi intuicja, a kiedy przemawiają przeze mnie emocje czy zbyt analityczny umysł. Dowiedziałem się chociaż trochę lepiej co powoduje, że wzrastam, a kiedy czuję się stłamszony.

Ostatnią już kwestią jest szacunek. Głównie szacunek do samego siebie. Kiedy zaczynałem pracować nad swoimi ograniczeniami i słabościami, moje wibracje w naturalny sposób zaczęły się podwyższać. Odkrywałem miłość wypływającą z mojego wnętrza, i wiedziałem już, że kocham i szanuję siebie na tyle, aby nie pozwalać innym na traktowanie mnie niezgodnie z tymi uczuciami. Zacząłem więc wyznaczać granice z szacunku do siebie. Z empatią i wyrozumiałością, nauczyłem się w asertywny sposób otwarcie mówić, że coś mi nie pasuje. Jeżeli nie zamierzałem dłużej brać udziału w przedsięwzięciu, które nie było bliskie mojej duszy, ustalałem nowe zasady gry. Jeżeli druga osoba nie jest w stanie, po szczerej i konstruktywnej rozmowie, ich uszanować, wówczas należy odpuścić i zwyczajnie odejść.

 

Pokonać opór

Wyznaczanie granic wymaga odwagi, konkretnej wiedzy, zrozumienia uniwersalnych mechanizmów, samopoznania i silnej determinacji. Kiedy nie posiadasz tych atrybutów i umiejętności, możesz nie być wystarczająco mocny, żeby przebić się przez wysokie mury zbudowane przez ego. Umysł jest tak stworzony, że zanim zrezygnuje z czegoś, chciałby już wiedzieć co się wydarzy później. Ego buntuje się i chce kurczowo trzymać się tego, co zna. Człowiek boksuje się sam ze sobą. Po drodze pojawiają się wątpliwości typu: Czy na pewno podejmuję odpowiednią dla siebie decyzję? Może to przesada, może nie trzeba od razu tak drastycznie… itd, itp. W takiej sytuacji należy oddzielić głos ego, który bardzo nie lubi nowego, od głosu serca, które wie co jest dla Ciebie najlepsze.

Podejmowanie ważnych, kluczowych decyzji wiąże się z emocjonalną huśtawką, pewnego rodzaju rozchwianiem, zaburzeniem znanego porządku rzeczy. Należy uzbroić się w cierpliwość i zaakceptować fakt, że po drodze będą pojawiać się te wszystkie wątpliwości i trudności. Nie jest powiedziane, że już za pierwszym razem wszystko się uda i nasze życie się zmieni. Potrzeba być dla siebie wyrozumiałym i łagodnym, kiedy zdarzy się powrót do starego schematu czy sytuacji. Trzeba wytrwale pracować nad sobą i iść dalej.

Wyznaczyłem granicę i zerwałem ograniczające kajdany. Uczucie jakie temu towarzyszyło było wyzwalające, dlatego byłem w stanie oddychać pełną piersią. Zdjąłem z siebie dotychczasowy ciężar i w końcu mogłem zacząć podejmować decyzje w zgodzie z duszą. Takie decyzje spowodowały, że wróciłem do żywych. W związku z tym, że uwolniłem się od ograniczającej relacji czy od toksycznych osób, stworzyłem przestrzeń na nowe.

„Każde doświadczenie jest lekcją i nauczycielem, a każdy nauczyciel może nas nauczyć czegoś cennego. Jeżeli zrozumiemy, czego uczą nas nasze granice, odkryjemy, że są one naszymi największymi nauczycielami”.

 

*Cytowane fragmenty pochodzą z książki Podróż w głąb siebie, Colina P. Sissona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.